Chania - miasto, któremu trzeba powiedzieć TAK!




Do Chanii, dotarliśmy po kilku pięknych dniach spędzonych na dzikich plażach, leniwych kreteńskich wioskach i nadbrzeżnych miasteczkach, podróżując krętymi górskimi drogami. 

Kiedy jeszcze z wilgotnymi od morza włosami i oblepieni piaskiem z boskiej Kedrodasos Beach (więcej o niej tu) wjeżdżaliśmy do sześćdziesięcio-tysięcznej, drugiej co do wielkości metropolii na wyspie, wydała nam się ona trochę hałaśliwa i dość przytłaczająca (części wioskowe Krety są naprawdę bardzo relaksacyjne, nie omijajcie ich!).
Zatrzymaliśmy się w niewielkim, skromnym, ale bardzo przyjemnym hoteliku tuż przy nabrzeżu, „rzut beretem” od starej części portu, po czym prysznicem i powitalną raki (lokalny bimber!) zmyliśmy z siebie piasek i lekkie oszołomienie. 


Z początku byłam trochę na NIE i ciut żałowałam, że dłużej nie zostaliśmy na wioseczkach. Szybko jednak okazało się, że Chania na każdym kroku roztacza tak nieodparty urok, że jest to miasteczko, któremu trzeba powiedzieć TAK!



Miasto bowiem tętni życiem, ale w taki dość leniwy, typowy grekom sposób i zaufajcie mi, Chanii nie należy omijać w eksplorowaniu zachodniej części Krety. Niektórzy twierdzą, że jest to w ogóle najpiękniejsze miasto na wyspie – no i czyż nie brzmi to jak miejsce, które trzeba odwiedzić? 


Chania to miasto o bujnej historii. Powstała w miejscu starej minojskiej osady. Długo broniła się, ale została finalnie podbita przez Turków. Znajdowała się także pod panowaniem i wpływem Wenecjan. Wszystko to, zostawiło swój odcisk na tym portowym mieście, a współczesnej Chanii nadało super ciekawego kolorytu!



Trzeba przyznać, Chania jest naprawdę przeurokliwa - przypomina nieco małe włoskie miasteczka lub, a mi osobiście, stare miasto w Atenach - zwarta, bardzo przyjemna w odbiorze starówka zachęca, żeby się umyślnie zagubić w jej wąskich, krętych uliczkach..




Głównym punktem Chanii jest stary Port Wenecki z charakterystycznym Meczetem Janczarów (https://goo.gl/maps/bvrpTJvU6Qz ) - pozostałości po tureckim i weneckim panowaniu na wyspie. Piętrzą się tam obok siebie malutkie, piętrowe kamieniczki, w których na dole mieszczą się (jedne z droższych w mieście) tawerny i restauracyjki, a na górze zazwyczaj hoteliki i pensjonaty (też w sumie jedne z droższych, ale za to  jakim widokiem!). 






Właściwie o każdej porze dnia część nabrzeżna tętni życiem. Deptakiem przechadzają się liczni turyści, a restauratorzy namawiają do wstąpienia właśnie do nich. Nawet wieczorem zawsze znajdzie się jednak miejsce w którejś z gwarnych tawern.




Przepiękną porą dnia na odwiedzenie portu jest poranek. Można wtedy spokojnie napić się porannej, typowej kawy po grecku (podobna do tej po turecku, konieczne mocno słodzona) i zjeść nieśpieszne śniadanie z widokiem na spokojne, płytkie dziś już wody Starego Portu. 








Tuż za Starym portem, mijając plac z Meczetem Janczarów znajdują się kolejne nabrzeża i mariny nieco już spokojniejsze od Portu Weneckiego, choć nadal gęsto usiane fajnymi restauracyjkami (z większą ilością lokalesów, niż tyrystów) i tam polecałabym zjeść, bo widoki są równie piękne, ceny ciut niższe, a spokój i wluz człowiek dostaje w gratisie (podobnie, jak mały deserek i raki – tradycyjnie, w niemalże każdej knajpce na Krecie!).






W ogóle, Chania jest miastem tysiąca uroczych restauracyjek! Okrutnie ciężko zdecydować się w której z nich akurat zasiąść i coś przekąsić, ale właściwie o jedzeniu będzie osobny wpis (bo jest co pisać), dlatego przejdźmy może dalej do spaceru po ślicznej Chanii.


Od nabrzeża Portu Weneckiego super jest zapuścić się w głąb miasta, w którąkolwiek właściwie uliczkę. Bardziej na lewo, dotrzemy do placu z przepiękną miejską Katerdą, a dalej do tzw. skórzanej uliczki w Chanii (Skridlof https://goo.gl/maps/fo8uBtZPUy52) czyli miejsca, gdzie obok siebie jest chyba z 40 rodzinnych warsztatów i sklepików sprzedających miejscowe skórzane wyroby – wzory i kolory made in Chania, więc są tam różne ciekawostki.. ale i całkiem fajne sandały! :)




Dalej w głąb, spaceruje się do starej Agory Targowej, gdzie można kupić niemalże wszystkie lokalne produkty jedzeniowe i inne pamiątki (dość turystyczne miejsce, produkty podobne do tych dostępnych w Turcji, odpowiednio też droższe, ale watro zajrzeć, żeby zobaczyć). Za Halą zaczynają się już typowe „szerokie ulice”, gwar, sklepy sieciówkowe i takie tam. Zatem zawróćmy.


Bardziej na prawo od Weneckiego Portu za to, dociera się do plątaniny przecudnej urody uliczek ze schowanymi w przejściach restauracyjkami, mikrostolikami pełnymi śmiejących się, jedzących pyszności ludzi. Kamienne framugi zachęcają do zajrzenia do czarujących  małych butików, w których ja osobiście (boho-spory-girl) miałam ochotę wykupić dosłownie wszystko – od tkanych ręcznie dywanów, haftowanych sukienek, do misternych kolorowych torebek i wiklinowych koszy (na zakupie tego ostatniego finalnie się skończyło – bo po prostu KOCHAM przywozić sobie takie pamiątki z podróży! :)).









Do tego orgia kolorów bajecznych oleandrów i innych zieloności znajdujących się w niemal każdym miejscu. Wszystko super zadbane, ale z taką typową południową nonszalancją, pozwalająca człowiekowi myśleć, że stoi tu właściwie wszystko od lat w niezmienionej postaci. Kiedy otoczy Cię to wszystko to wiedz, że jesteś właśnie w starej tureckiej dzielnicy Chanii, zwanej Topanas. Warto przespacerować się tamtędy chwilę dłużej.










Chania jest urzekająca i iście czarująca! Ma swój charakter i styl. Takie miasta lubię, takie polecam.

Serdeczności,
Olive.



sukienki: mangostradivarius
koszula: zara
koszyk: elephant store
worek z rafii: pull&bear


Komentarze

Popularne posty